Emilie
Kiedy wysiedliśmy z samolotu nie wiedziałam co o tym wszytkim myśleć. Kolejne spotkanie z Mario było dla mnie niezłym szokiem. Nigdy nie myślałam, że chociaż uda mi się zobaczyć go z kilku metrów, a tu... Rozmawiałam z nim jak dość dobra znajoma. A on się jeszcze cały czas szczerzył w tym swoim pięknym uśmiechu. To było dla mnie krępujące, ale jednocześnie bardzo miłe.
- Wezmę twoją walizkę- nagle usłyszałam ten wspaniały głos i poczułam jego ciepłą dłoń na swojej. Spojrzałam na niego, a on znowu się uśmiechnął.
- Nie musisz- zaprotestowałam.
- Ale chcę- i znowu ten uśmiech.
- Dziękuję- tym razem to ja się wyszczerzyłam. Odwróciłam głowę, żeby na niego nie patrzeć. Był zbyt kusząco uroczy.
- Odwiozę cię- zaproponował, spoglądając ukradkiem w moją stronę i czekając na moją odpowiedź.
- To miłe, ale nie dziś. Czeka na mnie przyjaciel- kątem oka dostrzegłam jak spochmurniał. Nieee... chyba mi się wydawało. Dlaczego niby miałby posmutnieć z mojego powodu? To przecież niemożliwe. Obróciłam głowę i szukałam wzrokiem Oscara. Jednak nigdzie nie mogłam go dostrzec. Czyżby o mnie zapomniał? To do niego nie podobne, może coś mu wypadło. Zaraz w kieszeni zawibrował Mój smartfon, więc musiałam sprawdzić kto się za mną tak bardzo ,, stęsknił". Spojrzałam pytająco na Götzego, a on tylko skinął głową, więc wyjęłam telefon. Pojawiła się ikonka koperty. ,, Oscar" pomyślałam. Faktycznie była to wiadomość od niego.
,, Sorry Em, nie przyjadę. Mam trening. :( Myślę, że jakoś dojedziesz. ;*"
No więc się wyjaśniło, jednak muszę poprosić Mario.
- Götze? - zapytałam przybierając uroczy wyraz twarzy.
- Tak? - uśmiechnął się do mnie unosząc obie brwi.
- No... bo...- wbiłam wzrok w ziemię i przestąpiłam z nogi na nogę- nie odwiózłbyś mnie jednak?
- Jasne- zauważyłam błysk radości w jego oczach. W sumie to mnie też ucieszyła perspektywa spędzenia kolejnych chwil w towarzystwie młodego piłkarza. Tak, wciąż piłkarza. Wyjął z kieszeni spodni kluczyki do samochodu. Przeszliśmy na parking i tuż po lewej usłyszałam całkiem głośny dźwięk czarnego Audi. Znowu zwróciłam wzrok na Mario.
- Tak, to moje- wyszczerzył się- Wsiadaj- powiedział i podszedł do mnie aby otworzyć mi drzwi.
- Nie potrzebuję szofera- szepnęłam, ale on i tak usłyszał.
- Zwykłe ,, dziękuję" by wystarczyło- znowu posłał mi jeden ze swoich lepszych uśmiechów. Wiedziałam, że był to szczery uśmiech. Jak zwykle niespiesznie wsiadłam do samochodu i chciałam zamknąć drzwi za sobą, lecz znowu uprzedził mnie Götze.
- To gdzie jedziemy? - spytał zajmując miejsce za kierownicą. Właściwie to zszokowało mnie to, że pomimo protez może prowadzić samochód. Wolałam się jednak upewnić.
- Możesz?- zapytałam wskazując na jego nogi.
- Nie jestem kaleką- odparł oburzony.
- Przepraszam- szepnęłam- Lange Straße 19- podałam mu kartkę z dokładnym adresem.
- Ok. Zapnij pasy- puścił mi oko i wcisnął pedał gazu. Słyszałam, że Mario jeździł szybko i dość ryzykownie, ale nigdy nie pomyślałabym, że aż tak. Kiedy wjechaliśmy na jedną z głównych ulic Dortmundu licznik już wskazywał 70km/h. Już jechaliśmy ze zbyt dużą prędkością, a Götze nie zamierzał zwalniać. Chociaż minęło tylko kilka minut to ten czas dłużył mi się strasznie. W pewnych momentach podczas jazdy zamykałam nawet oczy. Gdy dojechaliśmy pod mój dom brunet gwałtownie wcisnął hamulec.
- No to jesteśmy. Dzięki- uśmiechnęłam się do niego i wsiadłam z samochodu. Mario pomógł mi otworzyć bagażnik i wyjąć walizkę. W pewnym momencie miałam nawet ochotę pocałować go w policzek, ale się powstrzymałam. To było by zbyt wiele.
- Cześć- powiedziałam po chwili milczenia.
- Cześć- odparł on i dodał:- To jeszcze nie jest nasze ostatnie spotkanie- wyszczerzył się, puścił mi oko, wsiadł do Audi i po prostu odjechał zostawiając mnie w całkowitym osłupieniu.
Mario
Chociaż mało rozmawialiśmy podczas jazdy to ucieszyłem się jak dziecko kiedy pozwoliła mi się odwieźć. Coś mnie ciągnęło do tej dziewczyny. Już po chwili zajechałem pod dom, który obecnie dzieliłem z Reusem. Kiedyś mieszkałem sam, ale od czasu moich depresji Marco wolał mieć mnie na oku. Tylko jemu mogłem ufać. Tylko on zostałze mną kiedy go najbardziej potrzebowałem. Nawet koledzy z mojej dawnej drużyny nigdy nie przyszli mnie odwiedzić. Zawsze przychodzili do klubowej jedenastki. Ze mną nie chcieli mieć już nic wspólnego. Mój pokój na gorze był jak jakaś izolatka. Nie było tam przy mnie ani kolegów z BvB, ani kolegów z Bayernu. Tak po prostu. Wykreślili mnie. Dla nich przestałem istnieć. Nawet nigdy nie wpadli zapytać jak się czuję i czy wszystko w porządku. Mieli mnie już całkiem w dupie. Użalam się nad sobą? Możliwe, ale w końcu mam do tego prawo. Kto nie przeżył tego co ja nie zrozumie, ale trudno. Jestem inny, tak, inny. Ale nic na to nie poradzę. Nie zmienię się tylko dlatego, że ktoś tak chce. Na zawsze będę sobą, a przynajmniej postaram się być TYM Mario, prawdziwym i naturalnym. Wysiadłem z samochodu i podszedłem pod drzwi. Nacisnąłem klamkę, zamknięte. Zacząłem szukać kluczy po kieszeniach. No tak, cholera. Musiałem je zostawić w środku. Zadzwoniłem dzwonkiem. Cisza. Marco pewnie pojechał na trening. Obszedłem podwórko dookoła by sprawdzić czy nie ma gdzieś otwartego okna. Niestety, wszystko pozamykane. Spojrzałem na zegarek. Wskazywał 18:45, do zakończenia treningu jeszcze ponad godzina. Zrezygnowany znowu wsiadłem do samochodu i skierowałem się w stronę Signal Iduna Park. Od czasu wypadku rzadko tam bywałem, chociaż Reus ciągle zapraszał mnie na mecze czy jakieś spotkania i treningi. Ja jednak nie chciałem przebywać tam zbyt długo. Z tym miejscem wiązało się tak wiele wspomnień, a po transferze do Monachium w ogóle traktowano mnie tu jak zdrajcę. Kiedy już byłem na miejscu otworzyłem drzwi i wysiadłem. Moim oczom ukazał się najlepszy stadion na jakim było mi dane grać. Nawet nie przez wzgląd na wyposażenie i wygląd, ale przez wzgląd na przyjemną atmosferę, która zawsze tu panowała. To tutaj tata przyprowadzał mnie na pierwsze treningi, to tutaj narodziła się moja miłość do piłki. Po policzku popłynęła mi łza. To zawsze tutaj mogłem przyjść, czułem się tu jak w domu. Podszedłem do starego ochroniarza, który pilnował tego miejsca odkąd pamiętam. W obecnej chwili Borussi chyba nie było stać na zatrudnienie kogoś lepszego.
- Czego?- warknął spoglądając na mnie spode łba.
- Przyszedłem do Marco Reusa- odpowiedziałem spokojnie.
- Nie wpuszczam obcych ludzi. Trzeba mieć przepustkę- powoli zaczynałem się denerwować.
- Muszę do cholery mieć przepustkę na stadion, na który przychodziłem przez 10 lat?!- wybuchnąłemjuż gniewem.
- To bez związku- mruknął- Takie są przepisy.
- Pieprzyć te wasze przepisy!- kopnąłem puszkę po Pepsi leżącą na chodniku i zrezygnowany usiadłem na krawężniku. Nie pozostało mi nic innego jak czekać. Sprawdziłegodzinę, 18:10. W takim razie jeszcze tu trochę posiedzę. Wyjąłem IPhona i zacząłem obracać go w rękach. Nudziło mi się, ale cały czas myślałem o Emilie. Właściwie to nie wiedziałem dlaczego ta przypadkowa dziewczyna była dla mnie taka ważna. Przecież znaliśmy się dopiero od kilku godzin. Ale dopiero teraz, od trzech lat, znowu zaczynałem czuć się tak przy płci przeciwnej. Po wypadku zostałem sam, moja dziewczyna gdy tylko dowiedziała się co mi się stało i w jakim jestem stanie zerwała ze mną. Tłumaczyła to tym, że nie dałaby sobie ze mną rady, jestem przecież kaleką. Naprawdę darzyłem Ann uczuciem, ale wt
wy zrozumiałem, że dla niej liczyły się tylko moje pieniądze i sława. Bała się odpowiedzialności. Nie chciała mieć takiego chłopaka. Powiedziała wtedy, że gdybym tylko chciał to mogę dzwonić, ale ja nie chciałem mieć już kontaktu z taką suką. Kazałem jej spakować rzeczy i spierdalać z mojego domu, zatrzasnąłem jej drzwi przed nosem. I już nigdy nie wróciła. I dobrze, bo okazała się kolejną pustą laską lecącą tylko na kasę. Jednak teraz wszystko zaczęło się zmieniać przy tej tajemniczej brunetce. Przy niej znowu chciałem się zakochać. Z natury byłem człowiekiem zamkniętym w sobie, potrzebowałem dużo czasu, żeby komuś zaufać. Inaczej było tylko z nią i z Reusem. Znałem ją bardzo krótki czas, a już zdążyłem nawiązać z nią przyjazny kontakt. Rozmawialiśmy jak dobrzy przyjaciele. Siedziałem tak i rozmyślałem, aż do zakończenia treningu. Wtedy wyszedł Marco z torbą treningową na ramieniu. Od razu mnie zauważył i skierował się w moją stronę.
- Hej! - zawołał.
- Cześć- odparłem uśmiechając się lekko.
- Co ty tu robisz?- spytał unosząc obie brwi.
- No... bo...- zacząłem drapiąc się po głowie.
- Czekaj, wiem! Znowu zapomniałeś kluczy? - wyszczerzył się.
- Noo...- mruknąłem.
- Okej, chodź- wsiadł do swojego samochodu i wrzucił torbę na tylne siedzenie.- Jedziesz? - wskazał na miejsce obok.
- Mam swój
- No to czekam w domu
- Jeszcze zobaczymy kto będzie czekał- uśmiechnąłem się i wsiadłem za kierownicę. Wiedziałem, że rozpoczął się nasz mały wyścig, które kiedyś tak często urządziliśmy. Jeszcze zobaczymy kto będzie pierwszy.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak późno go wrzucam, ale nie mogłam zamienić moich myśli w treść.
Nie jest to najlepszy rozdział, ale może wam się spodoba. ;)
Chyba trochę za dużo dialogów. :/
A nasz Bayern dzisiaj wygrał! *-*
Mario najlepszy sobie też postrzelał. <3
A chłopakom z Dortmundu również gratuluję wczorajszego zwycięstwa. Pną się coraz wyżej. Już 14 miejsce. :D
Buźka. ;*

Rozdział genialny! Wcale nie przesadziłaś z dialogami, a nawet jeśli to ja tego tak nie odczuwam, bo je po prostu lubię czytać... Goetze coś kombinuje. Skoro się jeszcze spotkają, to jak? Pojedzie pod jej dom i będzie czekał? No w każdym bądź razie myślę, że mnie jeszcze miło zaskoczysz. Też mam czasami taki chwilowy zastój, a szczególnie w blogu o Jessice, gdzie wena jest, ale często brakuje pomysłu sam opis rozdziału...
OdpowiedzUsuńZastanawiam się kto będzie czekał, ale myślę, że dasz odpowiedź w nn xD
8:0 POGROM... Chyba więcej pisać na ten temat nie muszę <3
Czekam z niecierpliwością na nexta. Weny ;***
Powiem tylko tyle. Zakochałam się w tym blogu, jak dla mnie jest fenomenalny, czekam z niecierpliwością na następny, serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDialogi są idealne i w ogóle :D Czekam na następny rozdział z niecierpliwością :) Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńJeszcze się spotkają,czekam na to i wyobrażam sobie go czekającego przed jej domem z bukietem czerwonych róż*_*.Rozdział genialny.;)
OdpowiedzUsuń