sobota, 7 lutego 2015

Rozdział I

Monachium, 3 lata później...

Mario
Spieszyłem się właśnie na samolot do Dortmundu.  Chciałem  już wrócić do domu, zapomnieć o dzisiejszej wizycie u psychologa i o wszystkim.  Znowu chciałem być tamtym radosnym chłopcem z Memmingen.  Lecz niestety było,  minęło.  Jak zwykle zacząłem rozmyślać.  Rozmyślałem o tym, że kiedyś byłem kimś naprawdę ważnym, a potem... jedna chwila i stałem się zupełnie nikim. W wypadku poważnie uszkodziłem obydwie nogi.  Zbyt mocno je uszkodziłem. Musieli je amputować.  I koniec z piłką, momentalnie przestałem grać.  W klubie zerwali ze mną kontrakt,  no bo przecież kto by chciał w drużynie 19 latka z protezami ciągnącymi się od kolan? No właśnie,  nikt. Stoczyłem się na sam dół,  a byłem tak wysoko. W sumie to nie było tak źle,  latem tylko nie chodziłem już w krótkich spodenkach.  Kogo ja chcę teraz oszukać?  Prawda jest taka,  że było fatalnie.  Grałem w najlepszym klubie,  Bayernie Monachium,  miałem sławę,  pieniądze,  dziewczyny,  jednym słowem wszystko.  I nagle jakby ktoś wyłączył moje bezpieczniki. Stałem się nikim, wszyscy o mnie zapomnieli.  Zacząłem pić, palić,  cpać,  a nawet próbowałem podciąć sobie żyły.  Ale na szczęście był przy mnie Marco.  To wszystko co teraz mam to dzięki niemu. Gdyby nie on wylądowałbym w jakimś szpitalu,  psychiatryku,  albo po prostu bym umarł. Ale Reus mnie powstrzymał,  troszczył się o mnie,  pomagał. Tylko on mi został, gdy wszyscy inni odeszli.  Straciłem fanów,  kolegów,  dziewczyny nawet rodzina się odemnie odwróciła. Tak, nawet rodzina. I to zabolało najbardziej. No, ale przecież nikt w końcu nie chce mieć syna kaleki. Po pewnym czasie znowu zacząłem pić.  Z pomocą jednak jak zwykle przyszedł mój jedyny przyjaciel.  Kazał mi się ogarnąć,  zapisał na wizyty u psychologa,  chociaz tłumaczyłem mu, że jestem całkiem zdrowy. W końcu kazał mi też znaleźć sobie jakieś zajęcie. Doskonale pamiętam tamtą rozmowę.
- Znowu chlasz?! Mario,  do cholery co ty znowu robisz?! Rusz tę dupę i znajdź sobie jakąś pracę! - wydzierał się Reus zbierając puszki po piwie.
- Dobra,  przestanę!  Tylko Ty mi powiedz co mam robić?! Nikt nie przyjmie inwalidy- odparłem mu.
- Taniec.
- CO?!
- Taniec idioto,  zaczniesz tańczyć.
- No chyba Cię posrało Reus!- oburzyłem się.
- Mario,  posłuchaj mnie. Wiesz ilu ludzi tańczy z protezami?- próbował mi tłumaczyć.
- Marco - powoli się uspokajałem - Ja wiem,  że ty chciałbyś żebym coś robił,  ale ja się do tego nie nadaję,
- Oczywiście,  że się nadajesz. Masz wyczucie w nogach, jesteś przecież piłkarzem.
- Byłem -sprostowałem- Ale to było kiedyś.
- I teraz powrócisz,  tyle że jako tancerz.  To nie takie trudne,  będzie dobrze. - W końcu po wielu namowach przyjaciela zgodziłem się pójść z nim do klubu.  Oniemiałem kiedy zobaczyłem ich na scenie.  Sam powoli zacząłem poruszać się w rytm muzyki.  Właśnie wtedy odkryłem moją nową pasję.  Zacząłem chodzić na treningi,  byłem coraz lepszy. Obudziłem w sobie nowego Mario.  Od dwóch lat tym się właśnie zajmowałem, tańcem.  W trakcie przemyśleń wpadłem na kogoś. Już miałem na końcu języka: ,, Patrz jak łazisz, debilu", lecz wtedy ujrzałem kto był sprawcą mojego upadku.

***
W tym samym czasie...

Emilie
Spieszyłam się na ostatni dziś samolot do Dortmundu. Przed chwilą wyszłam z domu mojej siostry Emmy, a teraz podążałam na lotnisko.  W głębokim zamyśleniu dosłownie weszłam na kogoś.
- Patrz jak łaz...- zaczął brunet, na którego wpadłam.  Wiedziałam, że skądś go kojarzę.  Nie... To było niemożliwe...
-Przepraszam...- odezwałam się- Mario?  Mario Götze?  Ten Mario?- nie dowierzałam,  że mogę spotkać mojego idola w tak idiotycznej sytuacji.
- Tak, to ja -odezwał się on tym jakże miłym głosem.  Spojrzałam mu prosto w oczy i nagle pociekły mi łzy radości.
-Ej, dlaczego płaczesz? - zapytał on, obejmując mnie ramieniem.
- Przepraszam- odparłam- ale jestem twoją największą fanką Mario. Po prostu Cię uwielbiam,  kocham. Byłam na prawie wszystkich twoich meczach, mam w domu z 10 koszulek z twoim nazwiskiem. Jesteś moim idolem- wyrzuciłam to z siebie,  a on tylko patrzył na mnie jak na wariatkę. W końcu się uśmiechnął:
- Wow, nie wiedziałem,  że ktoś jeszcze o mnie pamięta.  To miłe. - znowu obdarzył mnie swoim promiennym uśmiechem- Wybacz, ale trochę się spieszę- powiedział i odszedł.
- Nie szkodzi - wyszczerzyłam się sama do siebie.  Właśnie spełniło się moje największe marzenie.

***
Mario
Byłem zły,  że ktoś na mnie wpadł.  Już miałem warknąć coś niemiłego, ale kiedy zobaczyłem kto był sprawcą całegoincydentu zmiękło mi serce. Ona... była piękna. Cudowna brunetka. A kiedy się odezwała już wcale nie byłem urażony. Zaskoczyło mnie to co powiedziała. Przecież nikt już o mnie nie pamiętał. A ona? Była zupełnie inna. Jeszcze powiedziała, że jest moją największą fanką. Poczułem wtedy, że jeszcze dla kogoś na tym świecie jestem ważny. Nawet nie znam jej imienia i pewnie już nigdy się nie spotkamy, ale ona... była taka miła. Nie przeszkadzały jej moje protezy. A ja jak największy idiota powiedziałem tylko ,, Wybacz,  ale się spieszę. " Podążałem w stronę samolotu nadal myśląc o tajemniczej dziewczynie.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Kompletnie mi nie wyszedł, ale może jednak się komuś spodoba. ;) 
Liczę na wasze komentarze. Pokażcie, że jesteście. 
A dzisiaj nasz Bayern wygrał 2:0. <3 *-* Wspaniali.  
No i gratuluję Borussi,  w końcu się podnoszą.  :)


4 komentarze:

  1. Chyba żartujesz dziewczyno! Ten rozdział jest WSPANIAŁY! Świetnie opisałaś odczucia Mario. Bardzo się cieszę, że zaczął tańczyć i stopniowo zapomina o swoim kalectwie. Mam nadzieję, że jeszcze spotka się z Emilie.
    Szkoda, że wczoraj nie strzelił bramki, ale dla mnie i tak jest najlepszy <3
    Pozdrawiam i życzę duuuużo weny ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, dziękuję. :*
      Jak na razie najmilszy komentarz, motywujesz. ;) <3

      Usuń
  2. Wow :o Jestem w szoku :o Na początku byłam smutna jak przeczytałam, że Mario nie ma nóg :/ Ale mam nadzieję, że się spotkają z Emilie :D Jest super :D Buźaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie spodziewałam się tego,że on jest kaleka :O zaskoczylas.;)Mam nadzieję,że jeszcze się spotkają,ale już nie przypadkowo.Pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń