Monachium, 3 lata później...
Mario
Spieszyłem się właśnie na samolot do Dortmundu. Chciałem już wrócić do domu, zapomnieć o dzisiejszej wizycie u psychologa i o wszystkim. Znowu chciałem być tamtym radosnym chłopcem z Memmingen. Lecz niestety było, minęło. Jak zwykle zacząłem rozmyślać. Rozmyślałem o tym, że kiedyś byłem kimś naprawdę ważnym, a potem... jedna chwila i stałem się zupełnie nikim. W wypadku poważnie uszkodziłem obydwie nogi. Zbyt mocno je uszkodziłem. Musieli je amputować. I koniec z piłką, momentalnie przestałem grać. W klubie zerwali ze mną kontrakt, no bo przecież kto by chciał w drużynie 19 latka z protezami ciągnącymi się od kolan? No właśnie, nikt. Stoczyłem się na sam dół, a byłem tak wysoko. W sumie to nie było tak źle, latem tylko nie chodziłem już w krótkich spodenkach. Kogo ja chcę teraz oszukać? Prawda jest taka, że było fatalnie. Grałem w najlepszym klubie, Bayernie Monachium, miałem sławę, pieniądze, dziewczyny, jednym słowem wszystko. I nagle jakby ktoś wyłączył moje bezpieczniki. Stałem się nikim, wszyscy o mnie zapomnieli. Zacząłem pić, palić, cpać, a nawet próbowałem podciąć sobie żyły. Ale na szczęście był przy mnie Marco. To wszystko co teraz mam to dzięki niemu. Gdyby nie on wylądowałbym w jakimś szpitalu, psychiatryku, albo po prostu bym umarł. Ale Reus mnie powstrzymał, troszczył się o mnie, pomagał. Tylko on mi został, gdy wszyscy inni odeszli. Straciłem fanów, kolegów, dziewczyny nawet rodzina się odemnie odwróciła. Tak, nawet rodzina. I to zabolało najbardziej. No, ale przecież nikt w końcu nie chce mieć syna kaleki. Po pewnym czasie znowu zacząłem pić. Z pomocą jednak jak zwykle przyszedł mój jedyny przyjaciel. Kazał mi się ogarnąć, zapisał na wizyty u psychologa, chociaz tłumaczyłem mu, że jestem całkiem zdrowy. W końcu kazał mi też znaleźć sobie jakieś zajęcie. Doskonale pamiętam tamtą rozmowę.
- Znowu chlasz?! Mario, do cholery co ty znowu robisz?! Rusz tę dupę i znajdź sobie jakąś pracę! - wydzierał się Reus zbierając puszki po piwie.
- Dobra, przestanę! Tylko Ty mi powiedz co mam robić?! Nikt nie przyjmie inwalidy- odparłem mu.
- Taniec.
- CO?!
- Taniec idioto, zaczniesz tańczyć.
- No chyba Cię posrało Reus!- oburzyłem się.
- Mario, posłuchaj mnie. Wiesz ilu ludzi tańczy z protezami?- próbował mi tłumaczyć.
- Marco - powoli się uspokajałem - Ja wiem, że ty chciałbyś żebym coś robił, ale ja się do tego nie nadaję,
- Oczywiście, że się nadajesz. Masz wyczucie w nogach, jesteś przecież piłkarzem.
- Byłem -sprostowałem- Ale to było kiedyś.
- I teraz powrócisz, tyle że jako tancerz. To nie takie trudne, będzie dobrze. - W końcu po wielu namowach przyjaciela zgodziłem się pójść z nim do klubu. Oniemiałem kiedy zobaczyłem ich na scenie. Sam powoli zacząłem poruszać się w rytm muzyki. Właśnie wtedy odkryłem moją nową pasję. Zacząłem chodzić na treningi, byłem coraz lepszy. Obudziłem w sobie nowego Mario. Od dwóch lat tym się właśnie zajmowałem, tańcem. W trakcie przemyśleń wpadłem na kogoś. Już miałem na końcu języka: ,, Patrz jak łazisz, debilu", lecz wtedy ujrzałem kto był sprawcą mojego upadku.
***
W tym samym czasie...
Emilie
Spieszyłam się na ostatni dziś samolot do Dortmundu. Przed chwilą wyszłam z domu mojej siostry Emmy, a teraz podążałam na lotnisko. W głębokim zamyśleniu dosłownie weszłam na kogoś.
- Patrz jak łaz...- zaczął brunet, na którego wpadłam. Wiedziałam, że skądś go kojarzę. Nie... To było niemożliwe...
-Przepraszam...- odezwałam się- Mario? Mario Götze? Ten Mario?- nie dowierzałam, że mogę spotkać mojego idola w tak idiotycznej sytuacji.
- Tak, to ja -odezwał się on tym jakże miłym głosem. Spojrzałam mu prosto w oczy i nagle pociekły mi łzy radości.
-Ej, dlaczego płaczesz? - zapytał on, obejmując mnie ramieniem.
- Przepraszam- odparłam- ale jestem twoją największą fanką Mario. Po prostu Cię uwielbiam, kocham. Byłam na prawie wszystkich twoich meczach, mam w domu z 10 koszulek z twoim nazwiskiem. Jesteś moim idolem- wyrzuciłam to z siebie, a on tylko patrzył na mnie jak na wariatkę. W końcu się uśmiechnął:
- Wow, nie wiedziałem, że ktoś jeszcze o mnie pamięta. To miłe. - znowu obdarzył mnie swoim promiennym uśmiechem- Wybacz, ale trochę się spieszę- powiedział i odszedł.
- Nie szkodzi - wyszczerzyłam się sama do siebie. Właśnie spełniło się moje największe marzenie.
***
Mario
Byłem zły, że ktoś na mnie wpadł. Już miałem warknąć coś niemiłego, ale kiedy zobaczyłem kto był sprawcą całegoincydentu zmiękło mi serce. Ona... była piękna. Cudowna brunetka. A kiedy się odezwała już wcale nie byłem urażony. Zaskoczyło mnie to co powiedziała. Przecież nikt już o mnie nie pamiętał. A ona? Była zupełnie inna. Jeszcze powiedziała, że jest moją największą fanką. Poczułem wtedy, że jeszcze dla kogoś na tym świecie jestem ważny. Nawet nie znam jej imienia i pewnie już nigdy się nie spotkamy, ale ona... była taka miła. Nie przeszkadzały jej moje protezy. A ja jak największy idiota powiedziałem tylko ,, Wybacz, ale się spieszę. " Podążałem w stronę samolotu nadal myśląc o tajemniczej dziewczynie.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Kompletnie mi nie wyszedł, ale może jednak się komuś spodoba. ;)
Liczę na wasze komentarze. Pokażcie, że jesteście.
A dzisiaj nasz Bayern wygrał 2:0. <3 *-* Wspaniali.
No i gratuluję Borussi, w końcu się podnoszą. :)
Chyba żartujesz dziewczyno! Ten rozdział jest WSPANIAŁY! Świetnie opisałaś odczucia Mario. Bardzo się cieszę, że zaczął tańczyć i stopniowo zapomina o swoim kalectwie. Mam nadzieję, że jeszcze spotka się z Emilie.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że wczoraj nie strzelił bramki, ale dla mnie i tak jest najlepszy <3
Pozdrawiam i życzę duuuużo weny ;***
Wow, dziękuję. :*
UsuńJak na razie najmilszy komentarz, motywujesz. ;) <3
Wow :o Jestem w szoku :o Na początku byłam smutna jak przeczytałam, że Mario nie ma nóg :/ Ale mam nadzieję, że się spotkają z Emilie :D Jest super :D Buźaki :*
OdpowiedzUsuńNie spodziewałam się tego,że on jest kaleka :O zaskoczylas.;)Mam nadzieję,że jeszcze się spotkają,ale już nie przypadkowo.Pozdrawiam;*
OdpowiedzUsuń